kursy językowe za granicą

Kursy językowe za granicą – można zostać oszukanym

Jak każda mama zawsze dbałam o swoje dziecko najlepiej jak potrafiłam. Zabierałam go na regularne badania do lekarzy, starałam się rozwijać jego  zainteresowanie, spędzać z nim dużo czasu, tak by nie przegapić żadnego cennego momentu w jego życiu.

Nie wszystkie kursy językowe za granicą są dobre

kursy językowe za granicąStarałam się również by miał dostęp do najlepszych szkół i w przyszłości zdobył dobry zawód, więc od najmłodszych lat zapisywałam go na zajęcia językowe. Na początku był to język angielski, z czasem chciałam, by zaczął się także uczyć drugiego języka. Dzieci szybko się uczą, łatwo przyswajają wiedzę, więc lepiej jest je szkolić teraz, niż by potem miały się męczyć jako dorośli. Ja sama angielskiego uczyłam się dopiero będąc w pracy (w szkole miałam rosyjski), więc wiem ile czasu i nerwów mnie to kosztowało. Ale cóż, pracodawca wymagał, nie miałam wyboru. Mały chodzi dwa razy w tygodniu do szkoły językowej zaraz po szkole. Uczył się dobrze, przynosił wysokie oceny i coraz lepiej mówił po angielsku. Dlatego wraz z mężem zaczęliśmy przeglądać kursy językowe za granicą. Kilka razy byliśmy w krajach europejskich z synkiem, więc to nie był jego pierwszy daleki wyjazd, ale miał być pierwszy samodzielny. Znaleźliśmy firmę, która oferowała obozy językowe w różnych miejscach, z nauką różnych języków, więc wydawała nam się profesjonalna. Niestety, tak nie było. Na początku synek był podekscytowany podrożą i cieszył się na wyjazd językowy. Kiedy jednak dotarł na miejsce okazało się, że nie jest tak dobrze, jak pisali, że będzie. Dzieci miały tylko trzy godziny nauki dziennie, a pozostały czas spędzały w pokojach. Myśleliśmy, że będą się uczyć cały dzień, a w weekendy podziwiać miasto, a nie leniuchowały na łóżkach.

Czasem wychowawcy organizowali im jakieś zabawy, ale to nie tak miało być. Synek wrócił smutny, a my wszystkim znajomym powiedzieliśmy, by odradzali innym tę firmę.

Dodaj komentarz